Plan sześcioletni wykonany?
Autor:
Jakub 'Urko' SkurzyńskiRedakcja: Jarosław 'beacon' Kopeć

W tym roku Avangarda zawitała do Warszawy po raz szósty. Tematem przewodnim został PRL, co oprócz konwencji, w której utrzymano wystrój szkoły i strony internetowej, zaowocowało blokiem programowym, poświęconym właśnie dziejom polskiego socjalizmu.
Nie słyszałem, aby ktoś poza największymi malkontentami narzekał na różnorodność punktów programu czy ich jakość. Konwentowicze mogli odwiedzić interesujące prelekcje erpegowe, spotkać się z ulubionymi pisarzami lub aktorem Alanem Rusco, znanym fanom Gwiezdnych Wojen z roli Plo Koona, czy wysłuchać wykładów historyków z Instytutu Pamięci Narodowej w ramach wspomnianego bloku
"peerelowskiego". Szkoda tylko, że aktorzy z kultowego serialu
Alternatywy 4 w ostatniej chwili odwołali swoją wizytę. Ale mimo wszystko, zarówno pomysł, jak i realizacja tego bloku zasługują na brawa.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Kiedy bogatą ofertę warsztatów, prelekcji i spotkań połączymy z rozgrywającymi się praktycznie cały czas sesjami RPG i LARPami oraz bogato wyposażonym i dużym Games Roomem, okaże się, że nudzić się na
Avangardzie mógł tylko ktoś, kto naprawdę mocno się o to postarał. Interaktywna strefa Star Wars, zajmująca całą salę gimnastyczną, zachwycała bogactwem atrakcji i gadżetów w rodzaju interaktywnych gier czy figurek, jednak z niewyjaśnionych przyczyn nie przyciągnęła rzesz uczestników. Wyszłoby lepiej, gdyby organizatorzy tak wielkie pomieszczenie przeznaczyli dla konwentowiczów nocujących na konwencie, bo miejsca do spania ustawicznie brakowało. Tylko kto mógł przewidzieć, że sala pełna takich fajerwerków będzie ziała pustkami? Organizatorzy próbowali ratować sytuację noclegową, udostępniając na noc sale programowe, ale było to rozwiązanie co najwyżej doraźne.
Avangarda powinna stać się przestrogą dla organizatorów innych konwentów w kwestii doboru czy szkolenia ochrony i obsługi. Oczywiście nie wszyscy pracujący przy obsłudze byli nieuprzejmi, ale sam zetknąłem się z rażącymi przykładami bucówy i chamstwa. Od samego początku imprezy ochroniarze i pracownicy akredytacji zachowywali się wyniośle, a do wszelkich
"interesantów" odnosili się opryskliwie. A przecież uśmiech i trzy magiczne słowa to nie tak dużo. Kto wie, może tak mocno wczuli się w konwencję, że postanowili zachowywać się jak peerelowscy urzędnicy? Warto też wspomnieć o niecodziennym pomyśle zamykania szkoły po godzinie drugiej w nocy. I o ile nietrudno zrozumieć nie wpuszczanie na teren konwentu ludzi z zewnątrz, o tyle kuriozalnym wydaje się nie wypuszczanie wychodzących.
Sama szkoła i jej lokalizacja spełniały wszelkie konwentowe wymogi. Przestronny dziedziniec, czyste łazienki, wyposażone w mydło i papier toaletowy, bankomat dosłownie obok wejścia do szkoły i mnogość sklepów, wraz z całodobowym barkiem szkolnym z przemiłą obsługą, okoliczną kebabownią, barem mlecznego i współpracującą z konwentem pizzerią – cudo! Do tego niewielka odległość od kultowego już klubu Paradox, pełniącego funkcję konwentowej knajpy, i centrum Warszawy, z jego bogatą ofertą życia nocnego. Jedyne, czego organizatorzy w tym względzie
"nie dopilnowali", to pogoda – żar lejący się z nieba sprawiał, że w samej szkole, w salach prelekcyjnych nie dawało się oddychać, nawet przy niewielkiej liczbie słuchaczy.
Stowarzyszeniu
"Avangarda" niewątpliwie należą się duże brawa za robotę, którą odwalają, organizując dwa konwenty w roku. Po bardzo udanej ZjaVie, lipcowa impreza potwierdziła ich umiejętności, zapał i pomysłowość. Jednak trudno przejść do porządku dziennego nad postawą części pracowników obsługi. Taką opinię podzielał niejeden zagadywany konwentowicz, stąd wniosek, że obcesowe zachowanie ochrony nie było przypadkowe. A to właśnie takie zgrzyty wpływają negatywnie na samopoczucie gości i całościowy odbiór konwentu. Nie sposób o nich zapomnieć, ale to jedyna przeszkoda, którą
Avangarda musi pokonać, aby obronić pozycję w ścisłej czołówce polskich konwentów.
Waszym zdaniem...