Autor:
Jarosław 'beacon' KopećRedakcja: Maciej 'repek' Reputakowski

Pisanie relacji z konwentów jest przeważnie robotą rzemieślniczą. Nie pofolgujesz tu sobie, robiąc barwny "skok w bok". Czytelnicy w większości cenią sobie analityczne podejście do sprawy i prostą odpowiedź na pytanie: czy było warto? A biedni quasi-dziennikarze serwisów branżowych są po to, żeby owe gusta i guściki zaspokajać. Dlatego podcinamy sobie nieco skrzydła, wznoszące nas ku górnolotnym przemyśleniom, na rzecz nieskomplikowanej rozprawki.
Relacja, czy też recenzja konwentu, powinna zawierać stosowne adnotacje dotyczące stanu szkolnych toalet, odpowiedniej ilości wody mineralnej dla prelegentów, mydła w łazienkach i tym podobne. Nie obędzie się bez informacji dotyczących programu, gości i dojazdu z dworca kolejowego.
Wiele wskazuje jednak na to, że tegoroczny
Polcon, który już lada dzień, może przełamać redaktorską rutynę poprzez swoją
inność. Po pierwsze, nie odbywa się w szkole, tylko w hotelu. Po drugie, wygląda na to, że osiągnie bardzo wysoki pułap frekwencji, którą niezależni prorocy oceniają na ponad półtora tysiąca osób. Po trzecie wreszcie, standard ma być podniesiony o co najmniej jedną klasę. Na przykład, zamiast porozrzucanych na podłogach śpiworów i karimat, uczestnicy mają obowiązek skorzystać z zapewnionych przez organizatorów łóżek polowych ustawionych w salach zbiorowych.
Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Skoro już o liczbach mowa, pozostaje pytanie, czy
in plus dla nas (gości "typowych" konwentów) zadziała frekwencja wśród dzieci, które zapewne pojawią się na konwencie z uwagi na przeznaczony specjalnie dla nich blok tematyczny. Albo widzowie kanału AXN, na którego antenie emitowane były spoty reklamowe
Polconu, a którzy z fantastyką na co dzień utrzymują kontakt co najwyżej poprzez swoje telewizory. Może się okazać, że konwent będzie sprawiał wrażenie nie tyle
pełnego, co raczej
zalanego.
Poza tym impreza będzie nieco droższa niż statystyczne konwenty. Do akredytacji, wynoszącej przy wejściu na
Polcon pięćdziesiąt złotych, należy doliczyć dopłatę za wspomniane wcześniej polowe łóżka lub inny nocleg (akademik albo hotel). To zaś w najbardziej spartańskim wydaniu wyniesie uczestników po pięć złotych za noc, a mamy ich podczas
Polconu trzy. Na dodatek nad wyraz mocna sugestia organizatorów, żeby na terenie imprezy nie spożywać jedzenia z zewnątrz, lecz żywić się w konwentowym bufecie, znowuż podniesie nieco koszta. Razem otrzymujemy sześćdziesiąt pięć złotych plus wyżywienie. No i oczywiście transport do stolicy. Organizatorzy starali się wynegocjować specjalne zniżki dla konwentowiczów u przewoźników kolejowych, ale plan spalił na panewce.
Oprócz portfela biednego fana, ucierpieć może również atmosfera imprezy. Większość z nas przyzwyczajona jest do spania pokotem w szkolnych salach, żywienia się jogurcikami, bułkami i chińskimi zupkami, a tu nagle przerzucamy się na pełnoprawny hotel z szatnią, restauracją i pokojami po dwieście pięćdziesiąt złotych za noc. No i jeszcze ten legendarny, znany w całym Krakowie, snobizm Warszawiaków...
Otrzymujemy zatem jeden z najdroższych konwentów w Polsce. Ale nie ma nic za darmo: luksusowe sale prelekcyjne, podwyższony standard i Warszawa kosztują. Ciekawe, jaka będzie reakcja uczestników po zakończeniu imprezy. Czy będzie to gorzkie rozczarowanie czy raczej ekstatyczna radość i stwierdzenie
ej, ja już zawsze chcę takich konów!? Zobaczymy, na razie próżno wyrokować.
Ale już dziś wiadomo jedno – pisanie relacji
Polconu nie będzie wtórnym rzemiosłem.
Waszym zdaniem...